Jest ze mną źle. Nowe towarzystwo bardzo mnie zmieniło. Ale może to i dobrze, to co robię mnie niesamowicie odpręża. Może to przez to rozstanie rodziców, wyprowadzkę. To wszystko mnie dobiło? Sama nie wiem. Moje życie to bagno. Błądząc myślami, wciągnęłam kolejną kreskę i położyłam się do łóżka. Tak, na tym polega moje odprężenie. Jestem w tym zakochana i nie potrafię przestać.
Rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Ubrałam się i je otworzyłam. Stał w nich mój brat.
-Cześć siostra. Potrzebuję słuchawek.- Powiedział i delikatnie się do mnie uśmiechnął.
-Poszukaj sobie, jestem zmęczona.- Odparłam, kładąc się z powrotem do łóżka. Kiedy Chris, bo tak właśnie ma a imię mój brat, szukał słuchawek dla siebie, znalazł coś czego nie powinien był zobaczyć.
-Chloe, co to jest?- Wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Nie wiedziałam co zrobić, więc zaczęłam się śmiać. -To nie jest to o czym myślisz.
-O, w takim razie to wyrzucę.- Powiedział, po czym mój proszek na uspokojenie znalazł się w kiblu. Podał mi sam woreczek po czym wyszedł z pokoju. Byłam wściekła. Walałam się po łóżku jak opętana. Zawsze od razu po przebudzeniu brałam jedną kreskę, na lepszy dzień. Nie ustoję bez tego na nogach. Sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do osoby, od której zawsze biorę towar. Louis.
-Cześć, masz może jeszcze trochę? Doskonale wiesz o co mi chodzi.-
-Wczoraj wzięłaś sporo. Zaczynam się martwić.-
-Nie masz o co. Nie brałam sama. Podwieziesz mi za około godzinę? Proszę.-
-No dobrze. Szykuj pieniądze.- Rzekł, po czym się rozłączył. Całą kasę z wypłaty przepierdalałam na to gówno. Wiem, że nie powinnam ale to jest silniejsze ode mnie. Ostatnie moje pieniądze z koperty wyciągnęłam i czekałam na Louisa.
Po godzinie, kiedy już się zjawił byłam przeszczęśliwa. Podałam mu kopertę z ostatnimi oszczędnościami i wzięłam swój magiczny towar. Uśmiechnęłam się do niego.
-Dzięki, zawsze mogę na Ciebie liczyć.-
-Zaczynam się martwić. Nie chciałem Cię w to wplątać. Jestem chujowy.-
-Nie obwiniaj się, przecież nie uzależniłam się. Jeszcze.- Zaczęłam się śmiać i zamknęłam drzwi, by w spokoju skonsumować to, co mi przywieziono.
OCZAMI LOUISA.
Bardzo mi na niej zależy. Nie chcę żeby to robiła. To ją zniszczy. Niestety, w dzisiejszym świecie bardzo prosto jej będzie to zdobyć. Szczególnie na naszym osiedlu nie trudno o to. Ona chudnie. Coraz bardziej. Martwię się cholernie. Szkoda, że ona o tym nie wie i nie zdaje sobie z tego sprawy. Jej nikt tego nie przetłumaczy, sama musi zrozumieć to, co robi i w co się wkopała.
Rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Ubrałam się i je otworzyłam. Stał w nich mój brat.
-Cześć siostra. Potrzebuję słuchawek.- Powiedział i delikatnie się do mnie uśmiechnął.
-Poszukaj sobie, jestem zmęczona.- Odparłam, kładąc się z powrotem do łóżka. Kiedy Chris, bo tak właśnie ma a imię mój brat, szukał słuchawek dla siebie, znalazł coś czego nie powinien był zobaczyć.
-Chloe, co to jest?- Wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Nie wiedziałam co zrobić, więc zaczęłam się śmiać. -To nie jest to o czym myślisz.
-O, w takim razie to wyrzucę.- Powiedział, po czym mój proszek na uspokojenie znalazł się w kiblu. Podał mi sam woreczek po czym wyszedł z pokoju. Byłam wściekła. Walałam się po łóżku jak opętana. Zawsze od razu po przebudzeniu brałam jedną kreskę, na lepszy dzień. Nie ustoję bez tego na nogach. Sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do osoby, od której zawsze biorę towar. Louis.
-Cześć, masz może jeszcze trochę? Doskonale wiesz o co mi chodzi.-
-Wczoraj wzięłaś sporo. Zaczynam się martwić.-
-Nie masz o co. Nie brałam sama. Podwieziesz mi za około godzinę? Proszę.-
-No dobrze. Szykuj pieniądze.- Rzekł, po czym się rozłączył. Całą kasę z wypłaty przepierdalałam na to gówno. Wiem, że nie powinnam ale to jest silniejsze ode mnie. Ostatnie moje pieniądze z koperty wyciągnęłam i czekałam na Louisa.
Po godzinie, kiedy już się zjawił byłam przeszczęśliwa. Podałam mu kopertę z ostatnimi oszczędnościami i wzięłam swój magiczny towar. Uśmiechnęłam się do niego.
-Dzięki, zawsze mogę na Ciebie liczyć.-
-Zaczynam się martwić. Nie chciałem Cię w to wplątać. Jestem chujowy.-
-Nie obwiniaj się, przecież nie uzależniłam się. Jeszcze.- Zaczęłam się śmiać i zamknęłam drzwi, by w spokoju skonsumować to, co mi przywieziono.
OCZAMI LOUISA.
Bardzo mi na niej zależy. Nie chcę żeby to robiła. To ją zniszczy. Niestety, w dzisiejszym świecie bardzo prosto jej będzie to zdobyć. Szczególnie na naszym osiedlu nie trudno o to. Ona chudnie. Coraz bardziej. Martwię się cholernie. Szkoda, że ona o tym nie wie i nie zdaje sobie z tego sprawy. Jej nikt tego nie przetłumaczy, sama musi zrozumieć to, co robi i w co się wkopała.
Komentarze
Prześlij komentarz